
Witam serdecznie. W wolnej chwili piszę swój odcinkowy serial. Pomysł na takie przedsięwzięcie wziął się stąd, że chciałem się w tym sprawdzić. Kiedyś napisałem już trzy sezony mojego serialu. Teraz przyszła pora na kolejny. Zaplanowałem dwa sezony. Pierwszy sezon mam już napisany, z kolei drugi w połowie. Mam nadzieję, że ktoś zainteresuje się moim tekstem. Serial nazwałem SHOW. Akcja dzieje się na wyspie. Jednak bez obaw. TO NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z LOST. Nie chciałbym za dużo pisać o fabule, bo mogłoby to popsuć zabawę w czytaniu. Serial ogólnie nastawiony jest nazagadki, tajemnice, ale i akcję. Na początku mamy dwunastu bohaterów, którzy przybywają na wyspę. To, co potem się dzieje przerasta ludzkie pojęcie. Niekiedy występują retrospekcje, aby lepiej zrozumieć fabułę.
Na sam początek zaprezentuję odcinek pierwszy. Miłej lektury. Aha. Mam też prośbę. Każdy, kto przeczyta odcinek niech skomentuje go kilkoma słowami. Można też wystawić ocenę od 1 do 10. Mile widziane są również teorie itp. Bardzo proszę.
1x01 ''PILOT"13 lipca 2009 rokuTrzynasty lipca był bardzo gorącym dniem. Ze wszystkich spływał po, a termometry pokazywały temperaturę równą 104 stopniom Fahrenheita (40 stopni Celsjusza). Na plażach opalali się ludzie. Wiele osób, aby się ochłodzić kąpało się w morzu nieopodal Long Beach. Do znajdującego się niedaleko portu przycumował statek o nazwie „W-O-H-S”. Był to statek mogący pomieścić wiele osób. Na jego rufie widniał napis „IV/VII/II/IX-D”. Patrząc na ten pływający cud odnosiło się wrażenie potęgi. Widać było, że jest to statek nowy. Mimo, iż był ogromny, to do wejścia na jego pokład (oprócz załogi) czekało tylko dwunastu ludzi. Nikt oprócz nich nie mógł kupić biletów na rejs tym statkiem. Celem podróży była wyspa na Oceanie Spokojnym. Gdy wybiła godzina czternasta, ktoś z obsługi podszedł do kładki łączącej stały ląd od pokładu „W-O-H-Su”. Mężczyzna wyjął kartkę, po czym zawołał:
- Witam uczestnicy teleturnieju. Mamy nadzieję, że przygoda, która Was spotka będzie najlepszą w Waszym życiu. Zgodnie z zasadami, tym oto statkiem popłyniecie w rejs na niezamieszkała wyspę. Na chwilę obecną wystarczą Wam te informacje. Więcej szczegółów, których nie poznaliście podczas zgłoszenia, poznacie na wyspie. Jeżeli nie ma pytań, to zacznę wyczytywać imiona i nazwiska uczestników. Wywołana osoba proszona jest o wejście na statek. Uwaga! David Lee, Robert Sean, Suzy Sean, Tom Zaleski, Jack Cross, Mary Glover, Martin Candle, Cate Avery, Jessica Moos, Matt Zen, Helen Zen oraz Emile Zen.
Każda wyczytywana osoba wchodziła na pokład. Po piętnastu minutach wszyscy znaleźli się na pokładzie statku. Wtedy kładka została usunięta. Ten sam mężczyzna, który czytał nazwiska uczestników wszedł na pokład po czym zaczął mówić:
- Witam na pokładzie statku „W-O-H-S” – jednego z najlepszych w Ameryce. Od teraz zaczyna się Wasza przygoda. Po wypłynięciu z portu zapraszamy do kajut. Numer swojej widnieje na kartce, którą dostaliście kilka dni temu. Wypływamy za pięć minut. Życzę udanego rejsu.
Po tych słowach uczestnicy porozsiadali się na pokładzie i zaczęli się poznawać. Z kolei mężczyzna, który przywitał ich przed chwilą na statku wyjął telefon, wybrał z listy kontaktów niejakiego Deana Stronga, po czym nacisnął przycisk zadzwoń. Po dwóch sygnałach telefon został odebrany:
- Słucham.
- Tu Christopher. Wszystko idzie zgodnie z planem. Uczestnicy są na statku. Wypływamy za cztery minuty.
- Dobrze. Zgodnie z obietnicą pieniądze zostaną przelane jeszcze dziś.
- Czy plan, który wcześniej omówiliśmy uległ zmianie?
- Nie. Po przybyciu na wyspę ruszajcie w drogę powrotną. Wtedy wasze zadanie się skończy.
- Dobrze, Mam nadzieję, że kwota będzie już na koncie.
- Oczywiście. Muszę kończyć.
Mężczyzna się rozłączył. Po tym wszystkim Christopher poszedł do kapitana. Tymczasem na pokładzie uczestnicy już się zapoznają. Jeden z mężczyzn podchodzi do grubej kobiety:
- Witaj. Jestem Jack. Co słychać?
- Cześć. Jestem Jessica… jestem podniecona. Nigdy nie brałam udziału w teleturnieju.
- Ja też nie, ale sądzę, że będzie superowo.
- Miejmy taką nadzieję. Na pewno nie będziemy się nudzić.
- Skąd ta pewność?
- Zobacz na tę dziewczynę.
Jessica wskazała na kobietę stojącą przy burdzie. Walczyła ona ze swoim… butem. Chciała go zdjąć, bo jeden z palcy u stopy był krzywo pomalowany. Sprawiała wrażenie lekkomyślnej i głupiej. Podszedł do niej wysoki, wysportowany mężczyzna. Po ubiorze i zachowaniu można było stwierdzić, że jest bogaty. Miał oryginalne buty, spodnie, koszulę. Postanowił porozmawiać z miłośniczką paznokci:
- Cześć. Jestem David, a ty?
- Po co ci moje imię? Nie znam cię. Obcym nie zdradza się swoich danych.
- Dlatego chcę cię poznać.
- Ale ja nie chcę ciebie poznać! Myślisz, że polecę na twoje mięśnie? Mylisz się chłopcze. Poza tym przeszkadzasz mi. Muszę się skupić!
- Na czym? Na paznokciach?
- A nie?! I powiedz tej grubej babie, żeby się na mnie nie gapiła!
- OK. Później pogadamy.
- Nie sądzę.
Rozległ się głos kapitana:
- Witam na pokładzie „W-O-H-Su” Przed nami piękny, słoneczny rejs.
Po dwudziestu minutach statek był już na pełnym morzu. Rejs miał potrwać do wczesnego ranka. Wszyscy rozeszli się po swoich kajutach. W pokoju nr 5 znajdowała się rodzina Zen. W jej skład wchodzili: Matt, Helen i ich dwunastoletnia córeczka Emile. Matt wpadł na pomysł, aby ich rodzina wzięła udział w teleturnieju, bo brakowało im pieniędzy. Ponad to jego córka i żona chciały przeżyć fajną przygodę. Helen zaczęła przygotowywać łóżko do spania dla Emile, gdyż dziewczynka zawsze chodziła spać o godzinie dziewiętnastej. Matt z kolei zdejmował krawat od starego garnituru. Nagle podchodzi do niego dziewczynka:
- Tato! Baterie się wyczerpały!
Dziewczynka grała w elektroniczną wersję Sudoku. Ojciec odpowiedział córeczce:
- Słuchaj nie mam baterii.
Dziewczynka zaczęła płakać. Widząc to Matt odpowiedział Emile:
- Pójdę do innych osób i może znajdę baterie. Nie płacz już. Zaraz będę.
W kajucie nr 3 znajdowała się rodzina Sean. Była to rodzina, która ciągle się kłóciła, a zaraz potem godziła. Robert, bo tak nazywał się jej męski przedstawiciel był podejrzewany o zdradę przez żonę Suzy. Właśnie teraz kobieta rozpoczęła kłótnię dotyczącą rzekomej zdrady. Polemikę przerwało pukanie do drzwi, które otworzył Robert:
- Czego!
- Witaj. Jestem Matt. Moja córka potrzebuje baterii do gry. Mam więc pytanie. Macie do pożyczenia dwa paluszki?
- Nie mam! To wszystko?! To nara!
Drzwi do kajuty się zamknęły. Matt zaskoczony zachowaniem Roberta poszedł dalej. Szedł na pokład, gdyż słyszał, że ktoś tam przebywa. Rzeczywiście było tam trzech ludzi. Wyraźnie widać było, że jedna z osób (mężczyzna, zarośnięty i wydający się lekko podpity) tłumaczy coś dwóm pozostałym. Im bliżej znajdował się Matt, tym wyraźniej było słychać o czym mówi mężczyzna. Opowiadał o tym jak odbywa się załamanie światła na pryzmacie. Matt wywnioskował, że to nauczyciel fizyki. Znalazł się w końcu wśród grupy:
- Witajcie! Jestem Matt Zen.
- Witaj Matt.
Zen zaczął zapoznawać się ze wszystkimi, bo nie zdążył na początku rejsu. Najpierw podszedł do kobiety. Przedstawiła się jako Mary Glover. Następnie zapoznał się z mężczyznami” Tomem Zaleskim i fizykiem Martinem Candlem. Zapytał się czy ktoś ma baterie. Udało mu się je zdobyć od Toma. Podziękował i wrócił do swojej kajuty. Z kolei grupka dalej słuchała opowieści Martina.
Rejs trwał. W końcu wybiła ósma rano następnego dnia. Przed uczestnikami zostało jeszcze dwanaście godzin rejsu. Dzień, tak jak poprzedni, był bardzo słoneczny. Na niebie znajdowało się mało chmur. Niestety, o około szesnastej trzydzieści pogoda się zmieniła. Zrobiło się pochmurno, a mgła uniemożliwiała zobaczyć co się dzieje przed dziobem statku. Po pół godziny zerwał się deszcz. Mimo wszystko nie było wiatru. Wszyscy przebywali w swoich kajutach. Wyszli z nich dopiero po dziewiętnastej. Wtedy to bowiem znowu wyjrzało słońce. Kilka chwil później z horyzontu zaczęła wyłaniać się wyspa. Z każdą minutą stawała się coraz większa. O godzinie dwudziestej kapitan powiedział:
- Przed nami pół godziny rejsu. Prosimy o cierpliwość.
Uczestnicy byli podekscytowani. Wiedzieli bowiem, że czeka ich wspaniała przygoda. Nim się obejrzeli, a „W-O-H-S” był już w porcie. Uczestnicy wyszli na pomost. Z niego było już widać chatkę w której będą mieszkali przez dziesięć tygodni. Mężczyzna, który witał ich na pokładzie, zszedł teraz z pokładu statku i przemówił do uczestników:
- Witam na wyspie. Tutaj rozpocznie się Wasza przygoda, która potrwa dziesięć tygodni. Zmierzycie się tu różnymi zadaniami. Tylko one będą stawały Wam na drodze do zwycięstwa. Pamiętajcie, zwycięzca jest tylko jeden. Teleturniej może wygrać nawet ta dziewczynka (tu Christopher wskazał na Emile Zen – córkę Matta i Helen). Drodzy uczestnicy… zapraszam do chatki.
Mężczyzna wszedł z powrotem na statek. Będąc na kładce powiedział pod nosem: „szkoda mi tych ludzi”. Po kilku chwilach statek zaczął odpływać. Tymczasem uczestnicy teleturnieju poszli w kierunku chatki. Był to piękny, żółty, dwupiętrowy domek. Miał wiele okien, w efekcie czego na pewno był jasny i przytulny. Z ust uczestników słychać było różne pinie. Jedni zachwycali się piękną, szeroką plażą, drudzy wspaniałym domem. Na drzwiach widniał napis: „Witamy serdecznie”. Z wielkim napięciem David Lee otworzył drzwi. Oczom uczestników ukazał się piękny, wszechstronny salon połączony z użyteczną kuchnią. Gdy wszyscy znaleźli się w środku rozległ się zniekształcony głos mężczyzny:
- Witajcie. Zapraszam do salonu.
Uczestnicy usiedli na trzech kanapach. Tymczasem głos kontynuował przemowę:
- Od dziś ten budynek będzie Waszym domem. Nie możecie wychodzić poza ściany domku.
Po tych słowach u uczestników pojawiło się zdziwienie. Jednak słuchali dalej:
- Przed Wami dziesięć tygodni gry. Jak już wiecie staną przed Wami trudne zadania. Wygra tylko jedna osoba. Pamiętajcie, że jesteście obserwowani dwadzieścia cztery godziny na dobę. A teraz czas na odizolowanie.
Nagle rozpętał się huk. Okna zaczęły się zamykać i zasłaniać od zewnątrz czarnymi roletami. Podobna rzecz stała się z drzwiami wejściowymi. Wszędzie zapalały się żółte światła. Uczestnicy zaczęli się bać. Nie wiedzieli co się stało. Nagle głos znowu się odezwał:
- Czas powiedzieć prawdę. Tak naprawdę będziecie musieli znaleźć wyjście z domu. Nie wszyscy wyjdą stąd żywi. Czekają na Was pułapki i śmiertelnie trudne zadania. Z domu wyjdzie tylko sześć osób. To nie jest teleturniej. To przygoda, w której przeżyjecie (lub nie) dziesięć tygodni mordęgi i strachu. Jesteście odizolowani od świata zewnętrznego. Wasze komórki nie działają, podobnie jak inne sprzęty elektryczne. Aby wyjść z domu i cieszyć się z przeżycia musicie znaleźć drzwi z napisem „S-1-0-2”. To tyle. Miłej zabawy. Czas rozpocząć SHOW.
KONIEC odcinka 1x01. Kolejny odcinek pojawi się, gdy zobaczę że ktoś czyta mój serial. Pozdrawiam